Panie z budowy /REPORTAŻ

Spacerując po mieście, wolą przyglądać się nowym inwestycjom niż wystawom sklepowym. Nieprzemijalność kojarzą raczej z trwałością gmachu niż nową technologią kremów. 

Teresa Gierada jest kierownikiem kontraktu budów w Mostostalu. Pracę w branży zaczynała w latach 70. Z jej udziałem wybudowano między innymi: most Grota-Roweckiego (przestawili niechcący dwa przęsła‚ ale to nie szkodzi‚ nikt dotąd nie zauważył)‚ budynek Uniwersum na skrzyżowaniu ulic Gagarina i Belwederskiej (to jej pierwsza praca)‚ basen Warszawianka‚ niebieską kładkę nad ul. Czerniakowską‚ komin w Ożarowie i kompostownię w Radiowie.

Marzena Kowalczyk od 7 lat jest dyrektorem zespołu handlowców w firmie TeknoAmerBlok, produkującej materiały konstrukcyjne i elewacyjne oraz kostkę brukową. Ich produkty wykorzystano m.in. do budowy CH Arkadia‚ Galerii Mokotów‚ osiedla Eko Park.

Anna Zajbert zajmuje się leasingiem powierzchni biurowych i handlowych inwestycji Złote Tarasy w centrum Warszawy. Wcześniej “urządziła” Galerię Mokotów.

Małgorzata Benedek jest architektem. Wraz z Witoldem Benedekiem i Krystyną Szypulską zaprojektowała budynek Wydziału Prawa UW przy
ul. Oboźnej oraz jego wnętrza. Obiekt‚ który wygrał plebiscyt na najbardziej lubiany przez mieszkańców Warszawy budynek użyteczności publicznej.
– Jak już jakaś kobieta zaczyna pracę w budownictwie, to na ogół pracuje bardzo dobrze. Do tego trzeba mieć predyspozycje‚ trzeba to umieć polubić – komentuje Jerzy Zienkiewicz‚ dyrektor firmy PMI‚ zajmującej się nadzorem budowlanym.

– Budownictwo to specyficzne środowisko. Zdarzają się tzw. prości ludzie‚ z którymi porozumieć się nie jest łatwo. Ale według mnie kobiety coraz rzadziej spotykają się z oznakami lekceważenia czy nieufności. Bywają świetnymi fachowcami – opowiada Leszek Zielaśkiewicz‚ dyrektor do spraw inwestycji z Warbudu. Jakie są kobiety z budowy?

Sprytem i zaufaniem
Skrzyżowanie ulicy Towarowej z Prostą. Przede mną dwa szare‚ betonowe szkielety‚ fachowo “budynki w stanie surowym”‚ dwa dźwigi‚ a “w”‚ “na” i “za” nimi kilkudziesięciu mężczyzn w żółtych kaskach. Jak tu znaleźć kierownika? – zastanawiam się. Telefonuję. Dzięki precyzyjnym wskazówkom osoby odpowiedzialnej za ten budowlany miszmasz docieram do małego budynku z tyłu.

Za wielkim‚ czarnym biurkiem‚ siedzi inżynier Teresa Gierada, drobna blondynka: kierownik kontraktu budów Mostostalu‚ głównego wykonawcy. Nie jest tu jedyną kobietą. Ale jej asystentka akurat choruje. Mężczyzn w tej chwili jest około 60‚ z tym że podczas prac wykończeniowych będzie ich co najmniej dwa razy więcej.

– Spodziewałem się prawdziwej herod-baby‚ a tu takie chucherko jak ty przysłali – powiedział jej kiedyś inżynier Jerzy Bogaczyk‚ budowlaniec z mostu Grota-Roweckiego‚ gdzie kierowała pracami. Szybko przekonał się‚ że nie postura i siła głosu są najważniejsze.
– Staram się postępować zgodnie z planem. Kiedy coś trzeba zrobić‚ to robię i wymagam tego od innych – mówi Teresa. Do Mostostalu trafiła tuż po studiach. Od razu na głęboką wodę.

– Budynek księgarni Uniwersum miał niezwykle trudną konstrukcję aluminiową‚ zaprojektowaną na granicy wytrzymałości materiału. Znałam ją tylko z książek. Musiałam nie tylko zaufać swoim fachowcom‚ ale wykazać się sprytem i wyczuciem. Gdy brygadier zgłaszał mi problem‚ pytałam: “No‚ a jak by pan go rozwiązał?”. Jeśli czułam‚ że jego pomysł jest dobry‚ dorzucałam to i owo od siebie i pracowaliśmy dalej. Dodaliśmy wsporniki i dom stoi do dziś. Zdobył nawet tytuł Mistera Warszawy – opowiada Teresa.

Fachowością
Kobieta wśród osób bezpośrednio nadzorujących prace budowlane to prawdziwy rarytas. – Kiedyś w górach podszedł do mnie mężczyzna i zaczął witać entuzjastycznie. “Pamięta mnie pani?” – pytał. “Oczywiście‚ oczywiście” – odpowiedziałam‚ bo jego twarz rzeczywiście wydawała mi się znajoma.

Dopiero potem uświadomiłam sobie‚ że pracowałam z nim 20 lat wcześniej. Dlaczego zapamiętał mnie tak dobrze? Może byłam jedyną kobietą, jaką spotkał w pracy? – śmieje się Teresa. – Cały czas szukamy inżynierów budowy‚ możliwości pracy są. Ale kiedy proponujemy kobietom stanowiska związane z pracą na budowie, na ogół słyszymy: “Nie‚ nie‚ dziękuję”. Nawet jeśli któraś się zgodzi‚ to popracuje trzy miesiące i ucieka do biura – opowiada Jerzy Zienkiewicz‚ którego firma kilka razy nadzorowała budowę prowadzoną przez Teresę.

– Ta praca męczy nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Trzeba chodzić po budowie‚ dozorować‚ doglądać bez względu na to, czy pada deszcz, czy śnieg. Wiadomo, że od tego tusz na rzęsach się rozmazuje – kwituje Zienkiewicz. Teresa zapewnia‚ że w jej obecności pracownicy nawet nie klną‚ rzadko kiedy podnoszą głos. – Myślę, że to stąd się bierze, że staram się zwracać do nich kulturalnie i być fair – mówi. – Kobiety łagodzą obyczaje na placu budowy. Mężczyźni przy nich trochę się hamują. Zwłaszcza jeśli ta kobieta jest prawdziwym fachowcem i ma autorytet jak pani Teresa – przyznaje Zienkiewicz.

Poważnym wrażeniem
Marzena Kowalczyk zawsze uważnie patrzy pod nogi. Widzi tam więcej niż inni. Na przykład kostkę brukową classic – rzadką‚ bo już niemodną. Teraz na topie są starobruki‚ ale Marzena woli klasyczną. – Lubię prostotę – tłumaczy.

Kiedy proszę o wyjaśnienie‚ czym są pustaki konstrukcyjne i elewacyjne, Marzena od razu rysuje je na kartce. Mówi bardzo szybko‚ krótko i zwięźle wyjaśnia‚ dlaczego produkty jej firmy są najbardziej przydatne.

– Uwielbiam spotkania z klientami‚ ale nie w restauracji, tylko u nich w biurze‚ w domu‚ na budowie – mówi. Dużo jeździ. Najchętniej samochodami z mocnym silnikiem. Prezes‚ gdy miała dostać samochód służbowy, powiedział jej: “Kup sobie‚ co ci się podoba”. Wybrała czarnego opla kombi‚ bo “robi poważne wrażenie”.

– Handlowiec to specyficzny typ człowieka. Widać to w moim zespole. Sześciu mężczyzn‚ a każdy z nich komunikatywny‚ elokwentny‚ elastyczny. I każdy potrafi wyczuć‚ kiedy lepiej być cicho – opowiada Marzena. To‚ że jej klientami zazwyczaj są mężczyźni, nie ma żadnego znaczenia. Wolny czas spędza z synem‚ Przemkiem.

Gdy wiezie go przez miasto, pokazuje mu inwestycje wykończone produktami‚ które sprzedaje. To największa przyjemność. – Według mnie kobiety są bardziej konsekwentne i mniej elastyczne w negocjacjach niż mężczyźni. Kiedy mają jakiś plan do zrealizowania, to ciężko je przekonać do zmiany. Pani Marzena też taka jest. Pracowaliśmy razem dość długi czas i nie było łatwo ją przekonać do ustępstw – mówi Leszek Zielaśkiewicz z Warbudu.

Dobrą organizacją
Na ekranie wiszącym na ścianie non stop widać trójwymiarową prezentację Złotych Tarasów. Po oszklonych wnętrzach przechadzają się komputerowo zaprojektowani ludzie. – Podoba mi się w tym projekcie to‚ że w przeciwieństwie do innych centrów handlowych tutaj będzie bardzo dużo światła dziennego – opowiada Anna Zajbert‚ leasing menedżer inwestycji.

Zalety i wady Tarasów opisywała już około 300 razy 300 klientom. Zazwyczaj mężczyznom. – Czasem wchodzę na spotkanie i odnoszę wrażenie‚ że klienci są rozczarowani, widząc kobietę. Jakby wydawało im się‚ że wygodniej rozmawiać z facetem. Że łatwiej wtedy być twardym i nieustępliwym‚ jakby z kobietą nie dało się konkretnie rozmawiać – opowiada Anna.

– Ale to mnie nie zbija z tropu. Zawsze jestem dobrze przygotowana i wiem‚ czego chcę. Nie oczekuję‚ że będę traktowana łagodniej‚ nie kokietuję. Mija kilka minut i obawy znikają. Stajemy się partnerami.

Pracę organizuje tak‚ żeby nie zostawać po godzinach. Co drugi dzień chodzi na basen. – Pływam kraulem‚ bo to najzdrowiej na kręgosłup. Ostatnio z przyjemnością sadzę roślinki‚ ale już na swoim‚ domowym tarasie – opowiada.

– Mężczyźni lubią umawiać się wieczorem i przy drinku czy dobrym jedzeniu negocjować kontrakty. A ja tego nie lubię. Do restauracji chodzę z moim chłopakiem czy z przyjaciółmi – tłumaczy. – Ania potrafi wymagać od innych‚ kierować ludźmi‚ rozwiązywać sytuacje konfliktowe‚ organizować pracę. Dlatego jest właściwą osobą na właściwym miejscu – ocenia prawnik Paweł Zagajewski‚ jej współpracownik.

Uporem
Małgorzata Benedek przez 12 lat uczyła się grać na fortepianie. Ale do tego, by być pianistą, trzeba lubić ujawniać swoje emocje. Tymczasem Małgorzata woli tworzyć przestrzeń‚ w której inni będą dobrze się czuli.

– Architektura w decydujący sposób wpływa na nasze otoczenie, nasze samopoczucie i rozwój. Kształtuje nasze poczucie piękna – tłumaczy delikatnym‚ niemal dziewczęcym głosem. Idziemy pod budynek na Oboźnej‚ który współ-projektowała.

Gmach sprawia wrażenie, jakby stał tu od zawsze (to podobno dla Małgorzaty największy komplement). Widzę rzeźbione gzymsy‚ murek z piaskowca przy wejściu i ławeczki dla studentów‚ na których jej bardzo zależało. Detali jest bardzo dużo: delikatne załamania‚ meandry‚ labirynty‚ żłobienia‚ rzeźbienia‚ uskoki. Podczas budowy ćwiczyła konsekwencję.

Wykonawcy, patrząc na niektóre elementy, z powątpiewaniem pytali: A to musi być?. Bo wydawało im się niepraktyczne‚ zbędne. Na przykład “labirynty” – marmurowe zawijaski na ścianach. Małgosia mówiła krótko: Musi. I wszystkie zostały. Może nie są praktyczne‚ ale tworzą klimat‚ dodają lekkości.
– Prawdziwą bitwę stoczyliśmy o zachowanie podziałów kamienia na elewacjach i we wnętrzach. Miały subtelnie nawiązywać do tradycyjnych układów, jednak z uwzględnieniem indywidualnego detalu. Podziały miały być węższe od poziomych i zachować niesymetryczne przesunięcie. Musiałam też bardzo pilnować wykończeń przy framugach drzwi. Zamiast często stosowanych tzw. ćwierćwałków chciałam, by montowano tam kąty proste‚ charakterystyczne dla współczesnych‚ nowoczesnych wnętrz – opowiada. Udało się. I jest współcześnie.

– Pamiętam, kiedy pani Małgosia przyszła na budowę i zobaczyła ścianę, na której ktoś zamontował akurat wyjątkowo brzydką‚ wadliwą płytę kamienną. W jej oczach stanęły łzy‚ że ktoś tak zepsuł tę ścianę. Od razu obiecałem‚ że zaraz to zdejmiemy i poprawimy – opowiada Janusz Wiśniewski‚ odpowiedzialny za nadzorowanie budowy Wydziału Prawa UW. – W zawodzie architekta ważne jest przede wszystkim poczucie piękna‚ harmonii – uważa.

W tempie
Teresa dwa‚ trzy razy dziennie przechodzi po budowie. Sprawdza‚ czy wszystko idzie zgodnie z harmonogramem‚ czy jest bezpiecznie – na przykład czy ktoś komuś nie pracuje nad głową. Kiedy jedna ekipa opuszcza plac‚ druga wchodzi. Dźwig nie może stać bezczynnie. Czas to pieniądz.

– Jak raz dobrze się to wszystko zaplanuje, potem już samo się toczy. I tylko trzeba sprawdzać, czy tempo jest właściwe – tłumaczy Teresa.

Mówi‚ że kobiecie na budowie czasem nawet łatwiej coś załatwić niż mężczyźnie. Wiadomo: trochę wdzięku‚ uśmiech robią swoje. Ale nie zawsze jest miło. – Zdarza się‚ że mężczyźni próbują mnie lekceważyć ze względu na płeć. Aby zarabiać tyle co koledzy na identycznych stanowiskach‚ muszę umieć dwa razy więcej i pracować dwa razy ciężej niż oni. A kiedyś było inaczej – mówi.

– Może kiedyś mężczyźni byli mniej sfrustrowani? Bo ci‚ którzy znają swoją wartość‚ czują się docenieni i szanują kobietę jako fachowca‚ traktują ją poważnie. Potrafią też przyznać się do błędu. Natomiast mężczyźni niedocenieni i sfrustrowani potrzebują się wyżyć‚ pokazać swoją wyższość‚ udowodnić‚ że są kimś. Z takimi pracuje się bardzo trudno. Sama wychowuje piętnastoletnią córkę. Dlaczego sama, skoro tylu mężczyzn dookoła? – No może właśnie dlatego – żartuje. Mężczyzn, ma dość.

Rzeczpospolita