Śpiewająco / REPORTAŻ

Soprany są bardziej kobiece‚ emocjonalne‚ lubią plotki przy kawie. Alty to silne indywidualności. Mówią, co myślą‚ nie lubią, jak ktoś nimi rządzi – opowiada Małgorzata Pierzchała‚ założycielka chóru‚ alt wspierający czasem tenory.

Ponad trzy lata temu zaczynali jako “chór dla nieumiejących śpiewać”. Do dziś do chóru Allegrezza del Canto (Radość śpiewania) może zapisać się każdy, kto lubi śpiewać‚ bez względu na wiek‚ głos i umiejętności. 71 osób najłatwiej pogrupować według wysokości głosu. Najwyższe to soprany‚ potem mezzosoprany‚ alty‚ tenory i basy oraz barytony. – Każdy z głosów ma inną mentalność – mówi Szymon Wyrzykowski‚ chórmistrz. – Konfliktowość rośnie wraz wysokością głosu – żartuje Zosia Piotrowska‚ mezzosopran.

Niska samoocena basów
Podstawę harmonii w śpiewie chóralnym tworzą barytony i basy. – Stanowimy tło. Proste‚ trochę monotonne dźwięki‚ które wydajemy z siebie są istotne dla brzmienia każdego utworu jako logiczne dopełnienie całości – opowiada Jacek Szaryński‚ bas. – Gdyby porównać śpiew chóralny do chińskiego malarstwa‚ to grube pociągnięcia pędzla oznaczałyby głosy basowe. Ptaszek na drzewie‚ na pierwszym planie, to soprany – wyjaśnia Bogusław Bielecki‚ bas. Na basy i barytony Allegrazza del Canto składają się głosy trzech profesorów weterynarii‚ psychiatry‚ fizyka‚ dwóch inżynierów‚ pracownika reklamacji bagażowej na lotnisku i prawnika. Trochę ich za mało jak na tak liczny chór. – Są kochani: uśmiechnięci‚ ciepli‚ spokojni‚ opanowani‚ można im zaufać – mówi Basia Brzęczek‚ sopran.
Niższe głosy stoją zawsze z tyłu‚ wyższe z przodu. Mezzosoprany z prawej strony‚ soprany z lewej. Najlepiej stać koło kogoś, kto dobrze śpiewa‚ bo wtedy samemu jest łatwiej. Zdarza się‚ że jedna lub więcej osób fałszuje i wtedy Szymon każe daną frazę powtarzać raz po raz‚ aż wszyscy razem zabrzmią czysto. To bywa irytujące i nudne. – Basy i barytony jednym słowem rozładowują atmosferę – mówi Zosia Piotrowska‚ mezzosopran. Na co dzień chórzyści porozumiewają się za pomocą internetowej listy dyskusyjnej. Ma już niemal dwa tysiące wpisów. – Nasze soprany‚ mezzosoprany i alty potrafią toczyć dysputę o tym, czy na koncert włożyć apaszki morelowe czy brzoskwiniowe – śmieje się Boguś Bielecki (nikt o nim nie mówi Bogusław). – My‚ basy wiemy‚ że jesteśmy artystycznym zerem. Jesteśmy tu, bo lubimy śpiewać i dla naszego chórmistrza – podsumowuje Lucjan Mączewski. Jedynie Tomasz Sołtysiński‚ baryton‚ przez kilka lat śpiewał w chórze Politechniki Szczecińskiej i ma największe doświadczenie muzyczne. – Tam się dowiedziałem, co to jest fermata (nie mylić z armatą) i diminuendo (nie mylić z Innuendo)‚ nauczyłem się też śpiewać w grupie – napisał podczas internetowej dyskusji chóru.

Kobiecy tenor to rzadkość
Głosy tenorowe są trzy. Mikołaj‚ Piotr oraz ewenement na skalę światową – kobieta – Agnieszka Gomułka. – W tradycyjnym chórze nie byłoby dla mnie miejsca. Tenor to przecież głos męski. A ja marzyłam o śpiewaniu w chórze, mimo że mówiono mi “daj sobie spokój‚ bo żaden chórmistrz cię nie przyjmie”. Uparłam się – opowiada Agnieszka.
– Jej głos się wybija. Nawet kiedy śpiewamy w kilkadziesiąt osób naraz‚ a Agnieszka się nie wysila, najlepiej słychać ją – mówi Lucjan Mączewski. Allegrezza w repertuarze ma najwięcej utworów na cztery głosy. Wtedy tenory śpiewają razem z altami‚ których także jest tylko dziesięć. Same kobiety, a wśród nich m.in. doktor biologii‚ informatyk‚ pracownik stowarzyszenia Integracja czy specjalistka od rehabilitacji niemowląt. Alty są solidne i sumienne. – Czasem przez siedem minut śpiewamy tylko dwa dźwięki. Razem z tenorami i basami tworzymy tło dla sopranów i mezzo. To wymaga wiele cierpliwości – opowiada Marta Ślifirska‚ alt. Alty są też najbardziej zgrane. – Jest nas mało i cieszymy się z każdej nowej osoby – wyjaśnia Marta.

Mezzo rozchichotane
W mezzo jest 18 pań, m.in: psycholog‚ menedżer‚ dwie specjalistki od nieruchomości‚ terapeutka i masażystka shiatsu‚ dwie architektki‚ kobieta na urlopie macierzyńskim‚ romanistka. Zofia Piotrowska, zwana Zochą, jest najbardziej widoczna. Rozgadana i barwna. Pisze doktorat z antropologii kultury‚ więc kilka razy w roku wyjeżdża do “swojej” wioski indiańskiej w Meksyku‚ by prowadzić badania. Szymon często zwraca jej uwagę na próbach‚ bo gada. – On jest najpoważniejszy. Podczas czterodniowych warsztatów w Żdżarach w trakcie kolacji opowiadałam coś koleżankom. Szymon‚ choć siedział przy innym stole, nagle wstał i głośno mnie upomniał: ” Zocha‚ czy ty coś zjadłaś?”

– Mezzosopran to głos najbardziej rozrywkowy i rozchichotany. Mezzo wyjątkowo przeszkadzają na próbach – zauważa Basia Brzęczek. – Wymaga się od nas zdecydowanie więcej, niż się nam poświęca uwagi – usprawiedliwia się Kasia Boniecka‚ mezzo.

W sopranach jest dużo komet
Najwięcej jest sopranów. 24 kobiety. – Jesteśmy najmniej zdyscyplinowane w całym chórze. Partia najwyższa w śpiewie jest najłatwiejsza do wychwycenia, więc wielu z nas się wydaje‚ że wszystko już umieją i nie przychodzą na próby regularnie. To w sopranach jest najwięcej “komet”‚ osób znikających na długo i potem nagle powracających – opowiada Basia Brzęczek. – Na sopranach spoczywa chyba największa odpowiedzialność. Melodię, którą słuchacz zapamiętuje, śpiewają właśnie one – mówi Marta Ślifirska‚ alt. Zdarza się‚ że Szymon nowych przydziela do sopranów tylko po to, aby się rozśpiewali. Tak było z Anią Litkie‚ dzisiaj występującą w mezzosopranach. – Kiedy przyszłam pierwszy raz i Szymon spytał, jakie są moje doświadczenia ze śpiewaniem‚ powiedziałam: “traumatyczne”. A on kazał mi stanąć między sopranami i śpiewać. Śpiewałam i czułam, jak wychodzę z siebie‚ jak rosnę. Uwierzyłam‚ że mogę śpiewać i Szymon przeniósł mnie do mezzo‚ które kocham – opowiada Ania Litkie.

Ukłuć dźwięk
Próby chóru odbywają się dwa razy w tygodniu w Klubie Garnizonowym na ul. Niepodległości w Warszawie. Rozgrzewkę ciała prowadzi Ania Litkie. Chórzyści się przeginają‚ wykonują skręty‚ masują skronie. Potem Bela, czyli Małgorzata Krynicka, rozgrzewa głosy. – Szymona spotkałam w pociągu. Pomógł mi położyć na półce ciężki plecak. Powiedziałam mu‚ że kończę studiować polonistykę, ale marzę o dyrygenturze chóralnej. I tak się znalazłam w chórze – opowiada Małgosia‚ dziś studentka Akademii Muzycznej w Szczecinie.

– Mi mi mi mi – śpiewają. Właściwa próba zaczyna się, kiedy staje przed nimi Szymon. Wyciągają nuty. Uśmiechnięte szeroko twarze mezzosopranów i poważne‚ skupione alty. – Cały czas się lenisz mięśniowo! – zwraca uwagę Szymon. – Daj mi zatrzymać ten pociąg! Ukłuj ten dźwięk! Uderz! Nie ciągnij! Ale nie oddychajcie co dwie nuty, panowie! – upomina Szymon.

– Alty są biedne‚ bo śpiewają partię tenorową‚ dla nich za niską i do tego muszą się przedzierać przez soprany i mezzo, których jest dużo. Dlatego są takie skupione – tłumaczy Basia Brzęczek‚ sopran. – Czasem trzeba zaśpiewać solo‚ wtedy trema jest straszliwa. Gardło się zaciska. Zdajemy sobie sprawę z tego‚ że mamy wielkie ograniczenia słuchowe i głosowe. Jeśli człowiek w pokorze przyjmuje‚ że nie umie, ale próbuje‚ bo inni też się starają‚ to się jakoś udaje. Do tego Szymon jest uparty -mówi Jacek Szaryński‚ bas. – Niektórzy z nas mogliby być jego rodzicami, a nawet dziadkami‚ są ludzie na stanowiskach‚ a poddajemy mu się jak potulne baranki. Stajemy się materią, z której on tworzy, i to sprawia nam przyjemność – opowiada Boguś Bielecki.

Każdy nowy utwór zdaje się być chaosem dźwięków. Większość chórzystów jest przekonana‚ że nie da się go zaśpiewać. Ale Szymon powoli realizuje swój plan. Po kilku miesiącach pracy każdy rozumie utwór co do jednej nuty. – Odkrywanie z Szymonem piękna jest wielkim przeżyciem – mówi Jacek Szaryński.

Strzelić sobie w łeb albo śpiewać
Gdy trafiłem do chóru, byłem na zakręcie życiowym. Straciłem pracę‚ spadłem z wysokiego stołka i okazało się‚ że dla kogoś w moim wieku nie ma miejsca w branży. Mogłem jedynie pracować poniżej moich ambicji i umiejętności. Czułem się źle. Na imieninach przyjaciela usłyszałem o chórze i że brakuje w nim głosów męskich. Pomyślałem sobie: albo strzelę sobie w łeb‚ albo zacznę śpiewać. Gdybym wcześniej miał wypisać sto swoich największych marzeń‚ nie byłoby wśród nich śpiewania w chórze. Na początku po prostu urzekła mnie osobowość dyrygenta. Ale mimo to przez kilka miesięcy za każdym razem się zastanawiałem, czy iść na próbę. Przyczyn było dość: nie wychodzi mi‚ to mnie frustruje‚ kompromituje‚ wywołuje wstyd. Ale śpiewając, przestawałem myśleć o sobie.

Odpoczywałem‚ oddychałem swobodnie – opowiada Jacek Szaryński.
– Czuję‚ że się rozwijam i że mam grupę przyjaciół. Odkryłam‚ że jeden problem może mieć kilka rozwiązań i wszystkie równie dobre‚ że warto słuchać‚ przemyśleć, a nie upierać się przy swoim – mówi Zosia Piotrowska. Ania Litkie dzięki Allegrazza uwierzyła‚ że niemożliwe jest możliwe i w wieku lat 43 nauczyła się pływać. Marta Fikus‚ alt, przełamała wstyd i nieśmiałość – Nauczyłam się także panować nad oddychaniem i jestem coraz lepszą pływaczką – opowiada. – Jak z siebie wyrzucisz emocje, to stajesz się bardziej otwarta – osiągasz luźny stan psychiczny‚ czujesz ulgę. Odnalazłam także swój własny głos i był to niesamowity moment.

Znalazłam coś tak bardzo własnego w sobie samej i to jest moje – mówi Ela Giemza‚ sopran. Marta Ślifirska‚ alt, uczy się oddawania odpowiedzialności w cudze ręce – w ręce Szymona i innych chórzystów. – Mój mąż mówi‚ że odkąd śpiewam, jestem cierpliwsza i bardziej opanowana. Coraz mniej obawiam się porażki – opowiada Małgosia Polak‚ alt. – Zwykle to chórmistrz zbiera zespół. A u nas było odwrotnie. Utworzyła się grupa i poszukała chórmistrza. To przesądziło o specyfice tego zespołu i stanowi o jego sile – mówi Szymon Wyrzykowski. Chórzystom wciąż przypomina: – Jesteśmy kolorową‚ różnorodną grupą. Nie pozwólcie, żebyśmy się sobą znudzili‚ żebyśmy stali się chórem zawodowym. Perfekcja przyjdzie z czasem‚ duszę musimy pielęgnować.
Rzeczpospolita